Bomby ekologiczne w czasie upałów
Wyjątkowo upalne tegoroczne lato nie pozostaje bez wpływu na sytuację tzw. „bomb ekologicznych” w Polsce, czyli nielegalnych składowisk odpadów niebezpiecznych, które czekają w kolejce do likwidacji.
O jednym z nich i zagrożeniach jakie niesie, pisaliśmy niedawno. Chodzi o składowisko odpadów niebezpiecznych w centrum miasta Wołomin, przy ulicy Łukasiewicza. Wysoka temperatura powietrza spowodowała, że stan wielkich pojemników z niebezpiecznymi odpadami jest krytyczny, a tym samym coraz bardziej możliwy jest wyciek zgromadzonych w nich chemikaliów. Ryzyko wielkiej katastrofy ekologicznej jest możliwe i prawdopodobne, gdyż tegoroczne upały mogą do niej doprowadzić, a na pewno radykalnie przyśpieszyć.
Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, który niedawno kontrolował składowisko, ocenił, że stan pojemników z odpadami przy ul. Łukasiewicza 11 w Wołominie jest „krytyczny” i grozi rozszczelnieniem oraz wyciekiem substancji. Część pojemników z chemikaliami stoi poza halą, pod gołym niebem, a inspektorzy WIOŚ odnotowali już wycieki i dym z przewróconych, nieszczelnych kontenerów. Na razie, doraźnie zwrócono się o interwencję do straży pożarnej, która polewa mauzery wodą i pianą. To jednak działania doraźne i nie załatwiają sprawy. Przypomnijmy: składowisko znajduje się w centrum miasta. Gdyby nastąpił niekontrolowany wyciek na dużą skalę, albo co gorsze, pożar – przynajmniej część Wołomina należałoby ewakuować.
Władze miasta od wielu miesięcy proszą organy administracji państwowej o wsparcie i rozpoczęcie natychmiastowych działań, wskazując że składowisko jest praktycznie w centrum miasta i w związku z tym potrzebne jest działanie kryzysowe. Samorząd Wołomina podkreśla, że przepływająca obok składowiska rzeka Czarna może zostać skażona chemikaliami. Byłaby to katastrofa ekologiczna na wielką skalę. Rządowej decyzji w tej sprawie jednak nie ma. Polecono stałą kontrolę i monitorowanie składowiska, a w sprawie zgromadzonych na nim odpadów toczy się śledztwo. Koszt likwidacji składowiska w Wołominie szacowany jest na około 200 mln zł.
Opisana wyżej sytuacja ze składowiskiem niebezpiecznych chemikaliów w Wołominie to tylko jeden z przykładów. Analogicznie wygląda sytuacja w innych, znanych nam miejscach, np. w Garwolinie, Ryczołku koło Kałuszyna, Kutnie i w co najmniej setce innych miejsc w Polsce. Musimy coś z tym zrobić, bo ekstremalne temperatury tylko przyśpieszają procesy chemiczne zachodzące nagromadzonych chemikaliach i – trywializują znane powiedzenie – nie znamy dnia ani godziny, kiedy może tam zaistnieć niekontrolowana reakcja skutkująca poważnym wyciekiem, wybuchem, a nawet pożarem.
Stanisław Sumera