Święte procedury urzędnicze
W Polsce można bezkarnie „przepalić”, czyli zmarnować miliony i miliardy złotych, byle odbywało się to zgodnie z procedurami. Można podać dziesiątki takich przykładów z ostatnich lat, jak choćby nikomu niepotrzebny przekop Mierzei Wiślanej, „wybory kopertowe”, zakupy nadmiarowej ilości szczepionek w czasie pandemii czy otwieranie szpitali, które nie przyjęły żadnego pacjenta albo bardzo niewielu. Ale zostawmy te kwestie. Były one wielokrotnie opisywane przez autorów, których talentowi i warsztatowi piszącemu te słowa daleko do dorównania.
My jako Fundacja zajmujemy się bardziej przyziemnymi sprawami. Chodzi na przykład o inwestycje w infrastrukturę przeciwpowodziową, na których realizację Polska zaciągnęła wielomiliardowe kredyty w Banku Światowym.
Za te pieniądze urzędnicy forsują budowę zbiorników retencyjnych, które – wbrew opinii ekspertów i ekologów – , mają przyjmować nadmiar wody w sytuacji zagrożenia powodziowego.
Tymczasem zalanie Lądka Zdroju, Stronia Śląskiego i okolic było związane z awarią tego rodzaju zbiornika, a wyrządzone w jej wyniku szkody większe od szkody były większe niż te, które wystąpiłyby, gdyby zbiornik nie istniał.
Podobnie cztery zbiorniki retencyjne w Kotlinie Kłodzkiej, których budowa kosztowała ponad miliard złotych, podczas ostatniej powodzi szybko wypełniły się wodą i nie spełniły swojego zadania. Przyznają to nawet Wody Polskie, które w oficjalnych dokumentach podają, że zbiorniki obniżyły szczyt fali powodziowej w Kłodzku o 30 cm, podczas gdy wysokość fali miała około 7,5 metra.
Mimo to urzędnicy forsują budowę kolejnych zbiorników, finansowanych z czwartej lub trzeciej pożyczki z Banku Światowego, ponieważ takie inwestycje wpisują się w przyjęte przez nich założenia.
Kilka miesięcy temu nasza Fundacja zajęła się bublem prawnym jakim jest zasada bliskości. Przypominamy, na czym polega ten problem.
Zgodnie z tą zasadą odpady w pierwszej kolejności poddaje się przetwarzaniu w miejscu ich powstania. Jeżeli nie jest to możliwe, należy przekazać je do najbliżej położonych miejsc, w których mogą zostać przetworzone.
Choć brzmi to logicznie i niegroźnie, ma realne konsekwencje dla gospodarowania odpadami medycznymi i dla finansów publicznych.
W Polsce wytwarza się ponad 80 tys. ton odpadów medycznych rocznie, a ich koszt utylizacji wynosi co najmniej 500 mln złotych.
Zgodnie z obowiązującymi przepisami tego rodzaju odpady muszą być spalane w województwie, w którym zostały wytworzone. W rezultacie w wielu regionach powstały monopole.
W województwach, w których panuje konkurencja, szpitale płacą nawet trzy – czterokrotnie mniej za utylizację odpadów. Gdyby nie ten bezsensowny przepis, na każdej tonie odpadów szpitale mogłyby zaoszczędzić co najmniej 1,5 – 2,5 tys. zł. W budżetach szpitali w Polsce zostałoby ponad 300 mln złotych, które są teraz niepotrzebnie wydawane.
Opisaliśmy to szczegółowo, przedstawiając konkretne wyliczenia i przykłady. Nasze materiały wysłaliśmy do parlamentarzystów, komisji sejmowych i senackich, ministrów, dziennikarzy, a nawet do Kancelarii Premiera.
I co? I nic.
Od większości adresatów nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi. Odpowiedziało nam jedynie Ministerstwo Zdrowia i Ministerstwo Klimatu. Ich stanowisko można streścić w kilku słowach: „Ustawa jest, obowiązuje i należy jej przestrzegać”.
Rozumiemy to. W końcu w imię czego urzędnicy mieliby zadawać sobie trud i zmieniać prawo, nawet jeśli mogłoby to przynieść konkretne oszczędności w budżecie.
Przecież płacimy za to my – podatnicy i przedsiębiorcy. A urzędnicy swoje apanaże i tak otrzymają, niezależnie od tego, czy cokolwiek zrobią.
Przedsiębiorcy, jak zwykle, pokrzyczą, zaprotestują – jak już nieraz bywało – a w końcu dadzą spokój.
Piszemy o tym w kontekście prac nad budżetem państwa na kolejny rok. Słyszymy, że wiele urzędów zażądało w nim znaczących podwyżek budżetów. Sejm, Senat i Kancelaria Prezydenta – o około 20 procent! Podobne oczekiwania mają niektóre inne instytucje budżetowe.
20% to wielokrotność wskaźnika inflacji, o który podnoszone są emerytury, renty i niektóre wynagrodzenia. Ale urzędników najwyraźniej to nie obchodzi. Zawsze łatwiej szukać pieniędzy w cudzych kieszeniach, niż szukać oszczędności we własnym obszarze działania. Po co zmieniać coś, co – w ich ocenie – jakoś funkcjonuje? A nuż ktoś zarzuci im naruszenie procedur? Przecież marnowane są nie ich pieniądze. Ludzie dawali sobie dotąd radę, więc pewnie dalej też sobie poradzą. Najlepiej i najwygodniej zajmować się samym sobą.