Bomba ekologiczna w Zgierzu – co dalej?
Tereny po dawnych Zakładach Przemysłu Barwników „Boruta” w Zgierzu koło Łodzi to jedna z największych bomb ekologicznych w Polsce. Zostały zaliczone do Wielkoobszarowych Terenów Zdegradowanych. Szacuje się, że na prawie 20 hektarach może zalegać od 650 do 800 tysięcy ton odpadów różnego rodzaju. Przed całe lata zwożono na składowisko tysiące ton niebezpiecznych odpadów. Nikt do końca nie wie, co tam przywieziono. Proceder ustał dopiero w 2015 roku. Z dokumentów wynika, że część tych odpadów może być skrajnie niebezpieczna, wśród nich mogą znajdować się nawet materiały wojskowe, broń chemiczna i gazy bojowe z czasu wojny. Gdyby teraz zapadła decyzja o odkryciu terenu i wywozu z niego odpadów, to ze względu na ryzyko dla ludności, trzeba byłoby ewakuować cały Zgierz oraz część Łodzi.
Zakłady Przemysłu Barwników „Boruta” w Zgierzu powstały prawie 130 lat temu. Przez lata były największym pracodawcą i jednocześnie największym trucicielem w mieście. Zakłady przyczyniły się do poważnego zanieczyszczenia środowiska naturalnego, gdyż przez dziesiątki lat odpady poprodukcyjne, w tym substancje niebezpieczne, były składowane w bezpośrednim sąsiedztwie fabryki, bez odpowiednich zabezpieczeń. Zakład produkował około 30 tysięcy ton barwników rocznie, w procesie produkcji stosowano znaczące ilości substancji chemicznych, takich jak NaCl i KCl, które trafiały na składowiska jako odpad poprodukcyjny. Na przestrzeni lat do składowisk w Zgierzu trafiały nie tylko barwniki, ale także różne inne odpady chemiczne, w tym azbest, odpady organiczne i nieorganiczne, ropopochodne, a także różne rozpuszczalniki.
W latach 90. XX wieku składowisko rozszerzono o dodatkowe obszary, gdyż Wojewoda Łódzki zezwolił spółce „EKO-Boruta” Sp z o. o. na deponowanie odpadów niebezpiecznych z innych miejsc i procesów chemicznych. Decyzje te umożliwiły składowanie różnorodnych substancji, takich jak odpady farb, chemikalia zawierające azbest, a także zużyte rozpuszczalniki i odpady z przemysłu metalowego. Wiele z nich trafiło tam spoza granic Polski, głównie z Niemiec, Włoch i ze Szwecji. Sprawa zrobiła się głośna, gdy w maju 2018 roku na składowisku wybuchł gigantyczny pożar, który gasiło około 250 strażaków. Z powodu pożaru toksycznych substancji chemicznych mieszkańcom miasta groziła ewakuacja.
Pomimo wieloletnich starań lokalnych władz problem składowisk na terenie dawnych zakładów Boruty pozostawał nierozwiązany. Władze lokalne próbowały kontrolować stan składowiska odpadów i ograniczać ich wpływ na środowisko, ale brak środków i pełnej kontroli nad terenem ograniczał możliwość skutecznych działań. Pewien przełom nastąpił w 2025 roku, kiedy to miasto Zgierz uzyskało prawo własności gruntów, na których jest składowisko oraz środki z Funduszu Ochrony Środowiska w wysokości niespełna 9 mln zł. Za te pieniądze zostały zlecone ekspertyzy i badania składu zgromadzonych odpadów i opracowanie koncepcji likwidacji składowiska. Prace te mają się zakończyć we wrześniu 2026 r. Za większą część otrzymanych pieniędzy mają być wykonane tymczasowe, prowizoryczne zabezpieczenia w postaci barier zapobiegających rozprzestrzenianiu się trucizny i monitoringu zagrożeń w tym zanieczyszczenia powietrza.
Na pytanie „co dalej?” nie ma na razie jednoznacznej odpowiedzi. Wiadomo, że odpady zgromadzone w Zgierzu muszą zostać usunięte i zutylizowane. Odpowiedź na pytanie, w jaki sposób to zrobić oraz jakie będą związane z tym koszty, mają przynieść wyniki badań i inwentaryzacja zawartości składowiska, które są obecnie prowadzone i mają zakończyć się we wrześniu bieżącego roku.
Już dziś wiadomo, że będzie to operacja skomplikowana, jak i kosztowna. Nie wiadomo natomiast, czy w budżecie państwa znajdą się środki na jej realizację, ponieważ miasto Zgierz nie jest w stanie samodzielnie sprostać temu wyzwaniu.
Wiadomo również, że Ministerstwo Klimatu i Środowiska przygotowuje specustawę dotyczącą czterech szczególnie skażonych miejsc w Polsce: Jaworzna, Tarnowskich Gór, Bydgoszczy oraz Zgierza.
Stanisław Sumera