Bomba ekologiczna w Giebni
Pisaliśmy już o bardzo niepokojącym zjawisku jakim jest zapełnianie składowisk odpadów komunalnych wszelkiego rodzaju innymi odpadami, niekoniecznie komunalnymi. Składowiska odpadów komunalnych są budowane przez samorządy z myślą o gromadzeniu na nich odpadów, które w większości pochodzą z gospodarstw domowych. Składowiska takie są potencjalnym źródłem surowca dla przyszłych spalarni odpadów, które znajdujące się tam odpady będą zmieniały na energię.
Takie są założenia, a jak wygląda to w praktyce? Otóż różnie niestety. Przykładem może być sprawa składowiska w Giebni, gmina Pakość na Kujawach. To jedna z najgłośniejszych odsłon walki z mafiami śmieciowymi. Składowisko odpadów komunalnych miało służyć mieszkańcom przez 65 lat, ale mafia śmieciowa potrzebowała zaledwie pięciu, by zapełnić je różnymi odpadami nieznanego pochodzenia, w tym toksycznymi. Obecnie nikt nie ma wiedzy, co dokładnie znajduje się na składowisku w Giebni. Jak dotąd biegli przebadali zaledwie 3% całej masy znajdujących się tam odpadów.
Z przeprowadzonych badań wynika, że są tam znaczące ilości odpadów ropopochodnych i niebezpiecznych, a koszt ich utylizacji to nawet kilka miliardów złotych. Co gorsza w Polsce nie ma nawet instalacji, które mogłyby poradzić sobie z tym problemem. Gdyby powstała w Polsce spalarnia o zdolności przetwarzania odpadów niebezpiecznych w wymiarze 50 tysięcy ton rocznie (a póki co takowej nie ma) i gdyby pracowała tylko dla wysypiska w Giebni, to likwidacja zgromadzonych tam odpadów zajęłaby jej nawet 25 lat. Przypomnijmy: odpadów zwiezionych nielegalnie przez okres 5 lat!
Z dostępnych informacji wynika, że prokuratura prowadzi śledztwo i kilkadziesiąt osób ma w tej sprawie postawione zarzuty. To słyszymy zawsze w podobnych sytuacjach. Zachodzą inne pytania: Jak doszło do tego, że przez pięć lat zwożono tam tony odpadów niebezpiecznych? Kto do tego dopuścił? Kto na ten proceder przymykał oko? Przecież odpady nie były transportowane tam po kryjomu. Żeby w pięć lat „wykonać plan” przewidziany na ponad sześćdziesiąt lat musiały tam przyjeżdżać tysiące ciężarówek. I co? Nikt tego nie widział? W małej miejscowości, gdzie każdy obcy samochód jest od razu widoczny? Co robili w tym czasie lokalni urzędnicy, że nie dostrzegali problemu i dopuścili do powstania bomby ekologicznej w administrowanym przez siebie powiecie i gminie? Teraz się obudzili i wołają o pomoc w jej rozbrojeniu?
Jak wspomnieliśmy szacowany koszt utylizacji zgromadzonych w Giebni odpadów wyniósłby kilka miliardów złotych, dlatego gmina chciałaby teraz przynajmniej uszczelnić składowisko, by szkodliwe substancje nie migrowały do atmosfery i wód gruntowych, ale na to też potrzeba kilku milionów złotych, które lokalne władze nie mają. Cóż zatem pozostało władzom gminy Pakość, do której należy składowisko w Giebni? Zwrócić się do władz centralnych o pomoc, czyli o wyłożenie pieniędzy na tymczasowe zabezpieczenie składowiska, a w przyszłości o wyłożenie środków na utylizację zgromadzonych tam odpadów. Kto za to zapłaci? Oczywiście my wszyscy. Pieniądze z naszych podatków nie pójdą na ochronę zdrowia, oświatę czy inne cele, ale na likwidację skutków przestępczej działalności mafii śmieciowej, na które to działania przez kilka lat władze patrzyły przez palce.
Rozbrajające jest stanowisko Ministerstwa Klimatu w tej sprawie, które sprowadza się do stwierdzenia, że lepiej jest, gdy odpady niebezpieczne trafiają na zabezpieczone składowisko odpadów komunalnych, które ma jakieś tam bariery przed przedostawaniem się trucizny do środowiska, niż gdyby miały znaleźć się w przypadkowych, zupełnie niezabezpieczonych miejscach. Urzędnicy uważają, że dzięki temu ryzyko przedostania się do środowiska substancji niebezpiecznych jest trochę niższe, czyli przysłowiowe zatykanie jednej dużej dziury dwoma mniejszymi. Samorząd liczy, że uda się uzyskać wsparcie z budżetu państwa zanim wybuchłaby potencjalna bomba ekologiczna, którą niewątpliwie jest składowisko odpadów w Giebni.